Aparat fotograficzny z olsztyńskiego Reala
1 września 2008, 15:05 Komentarzy: 1 |
Ocena: 5.00 (1 głos)
Autor: Nogownik
W dzisiejszym świecie reklamacje są nieodłączną częścią wszelkich zakupów. Najwięcej z nich dotyczy sprzętu elektronicznego. Supermarket Real, jak wiele innych sieci, ma swój punkt gwarancyjny na miejscu.
Anna chciała kupić synowi na urodziny prezent. Nie miała jednak żadnego sensownego pomysłu. Chłopiec jej pomógł, znajdując w gazetce promocyjnej Reala korzystną ofertę dotyczącą cyfrowego aparatu fotograficznego Canon Powershot A430. Zakupu dokonali bez problemów. Nabyli jeszcze dodatkową kartę pamięci, gdyż ta będąca w standardowym wyposażeniu miała zaledwie 10 MB pojemności. Sprzęt sprawował się dobrze.
Pod koniec maja Anna wybrała się z synem nad morze. Oczywiście chcieli utrwalić ten pobyt na fotografiach. Zrobili dużo zdjęć, głównie na plaży. Wrócili do Olsztyna zadowoleni, zdjęcia zgrali z aparatu na twardy dysk domowego komputera. Chłopiec zrobił jeszcze parę zdjęć i aparat nagle przestał działać. Mówiąc dokładnie nie wysuwał się obiektyw. Na wyświetlaczu pojawiał się komunikat: „Błąd obiektywu”.
Sprzęt oczywiście był na gwarancji. Anna zaniosła go do odpowiedniego punktu w Realu. Aparat został przyjęty. Sprzedawca jednak zastrzegł, że sprzęt musi zostać wysłany do Warszawy. Tam dopiero zostanie rozstrzygnięte, czy usterka kwalifikuje się do naprawy gwarancyjnej. Co ważne, koszty przesyłki poniesie właściciel aparatu. Anna zawahała się i postanowiła skonsultować się w tej sprawie z partnerem. Poprosiła, żeby na razie aparatu nie wysyłać. Pracownik zgodził się.
W domu Anna, wspólnie z partnerem, doszła do wniosku, że nie ma sensu wysyłać aparatu do stolicy. Postanowili najpierw zorientować się w kosztach ewentualnej naprawy w Olsztynie. Anna zatem poinformowała telefonicznie Real, że nie decyduje się na wysłanie aparatu i wkrótce go odbierze.
Kilka dni później miała coś do załatwienia w okolicy supermarketu. Wpadła zatem do punktu gwarancyjnego i poprosiła o zwrot aparatu. Tu jednak spotkała ją niespodzianka. Okazało się, że jej aparat został wysłany do serwisu w Warszawie. Anna zażądała bliższych wyjaśnień. Przyszedł kierownik i okazało się, że sprzęt omyłkowo wysłał jeden z pracowników. Wobec tego obiecano Annie pokrycie kosztów wysyłki przez firmę. Podziękowała i wyszła. Pozostało czekać na telefon.
Skontaktowano się z nią po kilkunastu dniach. Pracownik Reala potwierdził powrót aparatu do Olsztyna. Poinformował przy okazji, że reklamacja nie została uwzględniona. W Warszawie stwierdzono, że uszkodzenie ma charakter mechaniczny i nie podlega gwarancji. Po prostu do obiektywu dostał się drobny morski piasek i blokował możliwość jego wysuwania. Annę wyprowadziło to trochę z równowagi, ale nic nie powiedziała. Dzwoniący jednak dodał, że przy odbiorze sprzętu Anna musi pokryć koszty wędrówki aparatu do stolicy i z powrotem. Tego było już za wiele. Kobieta podniesionym głosem stwierdziła, że nie zamierza za nic płacić. Następnie rozłączyła się z rozmówcą.
Gdy ochłonęła, stwierdziła, że sprzęt trzeba przecież odzyskać. Uzgodniła z partnerem, że oczywiście nie zapłacą ani grosza za pomyłkę pracownika Reala. Wybrali się na miejsce w bojowych nastrojach. Pracownik poszedł na zaplecze po sprzęt, sprawdził zawartość całego opakowania i bez problemów wydał aparat. Pokazał tylko fakturę wystawioną przez firmę za podróż aparatu. Anna od razu się zjeżyła i powiedziała, że nie ma zamiaru opłacić tej faktury. Mężczyzna jednak uspokoił jej, że nie musi tego robić. Pokazał fakturę dla formalności. Podziękowali więc i wyszli.
Po całej przygodzie mieli mieszane uczucia. Odzyskali aparat nie ponosząc żadnych kosztów, ale pozostał niesmak. Załatwienie sprawy trwało dość długo. Ostatecznie byli zadowoleni, ale znaleźli się w sytuacji wyjściowej: aparat był nadal zepsuty.