Nieszkodliwa dla środowiska, spalająca odnawialne źródła energii, taka według inwestora i wójta gminy Szczytno miała być pierwsza w Polsce bioelektrownia w Dębówku w pobliżu istniejącej tam fermy kurzej. Mieszkańcy nie uwierzyli i wystraszyli inwestora. Teraz chce on budować w Julianowie. Ale tu też nie chcą jego elektrowni ani mieszkańcy, ani władze gminne.
Źródłem energii w takiej elektrowni ma być spalanie gazu uzyskanego w procesie fermentacji kurzych odchodów, drobiowej padliny, resztek poubojowych i topinamburu (słonecznika bulwiastego). Jedynym produktem spalania ma być granulat, który można wykorzystywać do nawożenia upraw, zwłaszcza warzywnych. Elektrownia miała produkować, oprócz prądu, również olej napędowy - tzw. biodiesel. Na budowę podobnych elektrowni naciska Unia Europejska, która chce wzrostu produkcji energii ze źródeł odnawialnych.
Tymczasem mieszkańcy okolicznych wsi zaprotestowali przeciwko tej inwestycji. Na początku lutego złożyli w gminie protest przeciwko budowie bioelektrowni, która według nich przyczyni się do skażenia środowiska, a co za tym idzie pozbawienia rolników unijnych dopłat, upadku lokalnego handlu i turystyki oraz chorób związanych z nadmiernym nagromadzeniem fekaliów. Protestujący twierdzą też, że lokalizacja bioelektrowni w Dębówku leżącym w strefie chronionego krajobrazu pojezierza olsztyńskiego, jest niezgodnie z prawem. Bowiem parametry planowanej bioelektrowni i jej urządzenia (m.in. wewnętrzna oczyszczalnia ścieków czy instalacja do wytwarzania paliwa i zasieki na kiszonki) sytuują ją wśród inwestycji negatywnie oddziaływujących na środowisko.
Na niekorzyść inwestora, którym jest Zbigniew Ronkiewicz, właścicielem Agronexu i fermy kurzej w Dębówku, działają skargi okolicznych mieszkańców, m.in. na odór, ścieki przedostające się do jeziora Fręczek oraz plagi much w lecie, które powoduje sąsiedztwo fermy. Twierdzą oni, że od przeszło pół roku toczy się postępowanie w sprawie wstrzymania w niej produkcji, wszczęte przez WIOŚ po kontroli w 2007 r. Miała ona ujawnić m.in. fakt niezgodnego z przepisami spalania na terenie fermy odpadów komunalnych i organicznych.
Protesty zniechęciły Ronkiewicza, który zapewnia, że jego inwestycja nie byłaby uciążliwa dla mieszkańców; proces fermentacji odbywałby się w zamkniętych pojemnikach, problem smrodu nie istniałby. A na obszarach chronionego krajobrazu można budować urządzenia użyteczności publicznej. Zaprzecza też, by którakolwiek z kontroli odwiedzających fermę stwierdziła jakieś nieprawidłowości.
Bioelektrownię Ronkiewicza zamierza teraz postawić w Julianowie na własnej działce o powierzchni 1700 ha. Tymczasem i tu mogą być problemy. Mieszkańcy pobliskiej gminy Dźwierzuty już złożyli protest podpisany przez 247 osób. Po stronie mieszkańców stanął też wójt Dźwierzuty. Zapowiada, że nie dopuści do tej inwestycji.
Nie poddaje się też szef Agronexu.
Tymczasem urządzenia wykorzystujące biomasę do produkcji energii funkcjonują już od dłuższego czasu w Europie Zachodniej. Do liderów produkcji energii elektrycznej z biomasy należą Szwecja, Austria i Finlandia.
Światowe zasoby biomasy są sześciokrotnie wyższe od obecnego poziomu ich wykorzystania na świecie i są obecnie źródłem 9 do 13 procent energii zużywanej w ciągu roku na świecie.
Źródło: www.kurekmazurski.pl